piątek, 23 czerwca 2017

39.Rzeczywistość

Dzień dobry kochani w piątkowe przedpołudnie.

Co u Was ? Jak tam początek wakacji ? Ja o urlopie( takim prawdziwym) mogę niestety obecnie pomarzyć . W dalszym ciągu trwa u mnie remont( jest szansa, całkiem spora, że dzisiaj się wszystko zakończy).

Ostatnio jakoś nie umiem produktywnie spędzać dni. Przestałam chodzić na fitness, bo mnie to kręcić przestało.Nie umiem się zmobilizować do pisania, bo wydaje mi się, że nikt nigdy się tym nie zainteresuje.

Włóczę się całymi popołudniami po mieszkaniu, przekładam kosmetyki, przestawiam książki na półkach, leżę na sofie i patrzę w okno. Brak mi natchnienia, ale wiem, że niedługo dostanę nowej energii. Zresztą ja takich upałów jak mamy obecnie nie toleruję, źle się po prostu czuję.

Trzymajcie się kochani.

Wyślijcie mi kopa energetycznego, bo inaczej nigdy nie skończę pisać...

Wasza Róża.
2

środa, 21 czerwca 2017

38. Historia pewnej znajomości.

Dzień dobry kochane moje czytelniczki w ten piękny środowy poranek. Czy u Was też jest tak pięknie i słonecznie jak w Katowicach ?

Wczoraj obiecałam Wam na  facebooku, że na blogu pojawi się wpis związany z moim debiutem w roli patrona medialnego. Tak więc zachęcam do czytania.

Z Gretą Gulsen - autorką Jak Feniks z popiołów-  poznałyśmy się  cztery lata temu. Wtedy ja bawiłam się w pisanie fanfiction głównie serialu Na dobre i na złe. Ona była przy mnie, gdy opublikowałam tak kontrowersyjne opowiadanie pt. Rzeczywistość, że fanki popularnego profesora Falkowicza chciały mnie zjeść.

Pamiętam jak przeżywałyśmy niektóre odcinki serialu, wyśmiewając pomysły scenarzystów i krytykując ich "niepamięć".

Potem obie zaczęłyśmy pisać coś na poważnie . Ja bawiłam się w "5 mil do szczęścia" , ona w blogową wersję "Feniksów" wówczas pod tytułem : "Operacja Życie" .  Pomagałyśmy sobie wzajemnie, ona jest autorką tytułu do "5 mil", ja po części czuję się konsultantem medycznym w "Feniksach".

Nasza przyjaźń przeżywała wzloty i upadki - bywały dni, właściwie miesiące gdy się nie odzywałyśmy, bo obie miałyśmy swoje problemy.  Trzymałam kciuki, gdy rozsyłała Feniksy do wydawnictw i cieszyłam się z nią, gdy przyszłą odpowiedź. Walczyłam z nią podczas korekty autorskiej, Z niecierpliwością wyczekiwałam projektu okładki.  A teraz - przebierając nogami i zaciskając kciuki- czekam na premierę "Jak Feniks z popiołów", która odbędzie się za miesiąc tj. 21.07.2017.

Greta - jestem dumna z ciebie i wierzę, że pasmo porażek masz już za sobą.

Kochani - zapiszcie sobie ten tytuł, bo zdecydowanie warto się z nim zapoznać, a ilość pracy jaką autorka włożyła w tą historię jest ogromna i zasługuję na uwagę :)
1

sobota, 10 czerwca 2017

37. Wszystko albo nic.

Dzień dobry kochani.

Co u Was ? Jak Wam minął tydzień ?

U mnie szaleństwo remontowe w toku. Zbliżamy się na szczęście do upragnionego finału ( w poniedziałek wchodzi ekipa do przedpokoju).

Przez to całe zamieszanie nie mam zbytnio czasu na pisanie, chociaż w głowie układam sobie ważne rzeczy.


Ten tydzień był wyjątkowy - pierwszy raz pokazałam się na fb. Wcześniej ukrywałam twarz, bo uważałam, że nie jest mi to potrzebne. Siedziałam tego dnia w kawiarni , popijałam mrożone latte i nagle to do mnie dotarło :)

Obiecuję, że niedługo pokaże Wam  pierwsze fragmenty "Szukaj mnie" .

Trzymajcie się kochani !  





1

sobota, 3 czerwca 2017

36. "Szukaj mnie"

Dzisiaj ( 03.06.2017) oficjalnie zaczynam nową przygodę .

Przygodę pt. "Szukaj mnie".

Szczegóły już wkrótce !

0

wtorek, 30 maja 2017

35. Co dalej z Lawendą ?

Dzień dobry kochani ! Dzisiaj post na szybko, bo między pracą a treningiem -upał jest niemiłosierny, ale jak się chce ładnie wyglądać, to trzeba się poświęcić  :)

Wczoraj padło pierwsze "nie wydam" dla Lawendy. Kij z tym, w końcu nie od razu Kraków zbudowano :P Wiem,że jeszcze nie jedno takie zdanie padnie -  tak to jest. Ale ja w sumie nie o tym. Postanowiłam dać Lawendzie czas do końca sierpnia - jeżeli nie będzie do tego czasu wydawcy, to wydam tę książkę na zasadach współfinansowania.

Wiem, że self-publishing może być gwoździem do mojej literackiej trumny, ale czasem trzeba podjąć to ryzyko :)

Obecnie pracuję na poprawkami, które zasugerowała jedna z moich czytelniczek. Oprócz tego piszę kolejną historię, chociaż w moim myślach jakieś czarnowidztwa się tworzą.


Trzymajcie się kochani !
0

niedziela, 28 maja 2017

34. Czasu brak, efektów brak.

Dzień dobry kochani w ten piękny majowy dzień. Od rana mamy piękną pogodę i aż się chce żyć.
U mnie oczywiście takie pisarskie szaleństwo, że jak wieczorem zamykam oczy to dalej widzę moich bohaterów.

Szukam wydawnictwa w dalszym ciągu, ale skłaniam się co raz bliżej wersji self-publishing. Wiem, że mam wsparcie u moich blogowych przyjaciół.

Obym tylko podjęła dobrą decyzję :)
Pozdrawiam Was cieplutko.
0

niedziela, 21 maja 2017

33. O Wydawcy, którego nie widać..

Dobry wieczór moje kochane.

Weekend minął nawet nie wiadomo kiedy.  W internecie ciągle o Warszawskich Targach Książki.  Gdzieś tam miałam w planach, ale u mnie wszystko jak zwykle dynamicznie się zmienia i nie wybrałam się .

Spędziłam te dwa dni z książką pt. Zaraz Wracam Anity Scharmach ( recenzja na blogu www.rose-em.eu).  A obecnie szukam w dalszym ciągu wydawcy dla Lawendowych Nut.

I się waham - a może wydać to w wydawnictwie, który oferuje współfinansowanie autora ? Wiem jak self-publishing jest traktowany, ale może to moja szansa ?

Wysłałam kilka zapytań w sprawie wyceny, zobaczymy co się okaże.

Trzymajcie się cieplutko kochani :)



1

sobota, 20 maja 2017

32. Czas ucieka mi przez palce

Dzień dobry kochani po długiej przerwie.

Nie było mnie, bo tak naprawdę nie miałam czasu. Remont, praca, poszukiwania wydawcy dla Lawendy.

Do tego doszły niespodziewane problemy zdrowotne i generalne zniechęcenie.

Ale już się podnoszę i wracam do Was :)  Na www.rose-em.eu już wkrótce sporo nowych recenzji :)

A .. postanowiłam na moment zawiesić publikowanie w internetach swojej twórczości - na chwilę obecną, gdy nie mam jeszcze wydawcy, wydaje się to uzasadnione. Tworzę sporo, więc jak już znajdę wydawcę, to będziecie mieli mnie dość :)

Oprócz tego czekam na lipcowo/sierpniową premierę książki mojej przyjaciółki - Grety Gulsen i jej "Jak feniks z popiołów"

Trzymajcie się cieplutko.


0

sobota, 6 maja 2017

31. " Ostatnia wiadomość " czyli o historii, którą napisało życie

Dzień dobry kochane !

U Was też taka kiepska pogoda ? U mnie niestety beznadzieja, ale nie poddaje się.

Chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć( przy okazji pokazać kolejną okładkę) o historii związanej z "Ostatnią wiadomością".

Jest to pierwsza powieść oparta na faktach.  O ile moje poprzednie książki były zwykłym wymysłem mojej wyobraźni, o tyle bohaterowie Ostatniej wiadomości żyli naprawdę.

Kilka miesięcy temu zmarła przyjaciółka mojej mamy. Był to trudny dla całej mojej rodziny moment, bo nie często umiera osoba, która miała całe życie przed sobą.

Ania była jeszcze dzieckiem, kiedy zachorowała na ziarnicę złośliwą. Wygrała z chorobą, ale powikłania po trudnym leczeniu towarzyszyły jej niemal zawsze. Słaba odporność, problemy z płucami itp.

Ania osierociła córkę, zostawiła ukochanego męża, najbliższych. Miała tyle planów, szykowała się do zmiany pracy,

Dla mnie - osoby, która nigdy Ani nie poznała osobiście, była to sytuacja trudna i nie umiałam sobie z tym poradzić. Znalazłam ukojenie w pisaniu. Płakałam, gdy wspominałam z moją mamą Anię.

Teraz - po kilku miesiącach - jest mi lżej. Tej książki Wam na razie nie pokażę, bo są to głównie zarysy wydarzeń, jak ogarnę te moje 3 historie, które obecnie są na tapecie, to może skończę "Ostatnią wiadomość"

Tytuł nawiązuje do otrzymanego w Sylwestra ostatniego smsa od Ani. Potem była już tylko cisza...





5

piątek, 5 maja 2017

30. Pożegnalny pocałunek - prolog :)

Był grudniowy wieczór. Przez niewielkie okno można było dostrzec padający od wielu godzin śnieg. Nikogo nie interesowała jednak zmiana pogody, bo najważniejszy był On. Leżał na szpitalnym łóżku, podpięty pod wszelką możliwą aparaturę medyczną, która raz po raz informowała o zmianie stanu zdrowia chorego. Tuż obok siedziała rudowłosa kobieta z wyraźnym, ciążowym brzuszkiem.

- Pani Izo, przykro mi – w jej stronę powolnym krokiem ruszył lekarz prowadzący, trzymając w dłoniach dokumentację medyczną. - Stan pana Marcina systematycznie pogarsza się, on umiera.
To kwestia godziny, może dwóch.
- Ratujcie go! - rzekła Iza podniesionym głosem, układając dłonie na brzuchu. - Jest silny, jeszcze kilka dni temu normalnie funkcjonował.
- Z każdą kolejną godziną narządy pani męża przestają funkcjonować - onkolog zerknął na trzymane wyniki i zamilkł. - Przykro mi. Jeżeli dojdzie do zatrzymania akcji serca to zgodnie z wolą pacjenta i decyzją konsylium lekarskiego odstąpimy od podjęcia reanimacji.

Wyszedł z sali zostawiając ją samą z ukochanym mężem. Chwyciła jego posiniaczoną dłoń w swoją i wypowiadała słowa przysięgi małżeńskiej, z uwagą obserwując zapis kardiomonitora. Czuła, że z każdą chwilą zbliżają się do tej granicy, która na zawsze zmieni jej życie.
- Misiu, masz dla kogo żyć – spojrzała na jego bladą twarz i na moment puściła dłoń, by otrzeć toczącą się po jego policzku łzę. - Kochamy cię !
Serce Marcina zatrzymało się w chwili, gdy smukłe palce Izy dotknęły jego twarzy. Był już bardzo zmęczony. Po chwili drzwi sali otworzyły się i do środka wbiegł lekarz. Gdy spojrzał na zapłakane oblicze żony pacjenta już wiedział wszystko.
- Bardzo mi przykro – szepnął, wyłączają piszczący monitor. - Proszę się z nim pożegnać. Jeszcze bardzo, bardzo mi przykro. Zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy.

Iza opadła na podłogę, schowała twarz w dłoniach i zaczęła głośno szlochać. Jej mąż zmarł, a ona została sama na tym świecie. Chociaż nie… nie była sama. Miała w sobie jedyną pamiątkę po mężu.


- I cięcie ! – krzyknął ktoś z głębi hali produkcyjnej serialu „Pożegnalny pocałunek”. - Dziękuję wszystkim. Mamy to !

Michał Radecki podniósł niepewnie otworzył oczy, odetchnął z ulgą, po czym zeskoczył z łóżka i poprawił chustkę na głowie.


- Dzięki Michał za te ostatnie sceny – reżyser podszedł do zdezorientowanego aktora z tortem, chcąc podziękować mu w ten sposób za ostatnie pięć lat . - Nawet nie wiesz jakie to dla nas ważne. Byłeś z nami w tak trudnych dla siebie momentach i po świętach już do nas nie wrócisz ?
- Szkoda, że ta przygoda się dla mnie już skończyła, ale trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść – mężczyzna uśmiechnął się i przywołał gestem dłoni swoją żonę. - To co kochani ? Po kawałku i do domu ? Po tylu latach tutaj trudno będzie się przyzwyczaić do normalnego życia.


Nina objęła męża i ruszyli we dwoje do garderoby, gdy pozbyli się wszelkich śladów pracy charakteryzatorek.

- Zmęczony ? - spytała, wyciągając z kieszeni kurtki opakowanie tabletek i wyłuskując jedną z nich na dłoń męża. - Popij,a potem wracamy do domu.
- Kocham cię, wiesz ? - Michał przyciągnął żonę do siebie i posadził ją sobie na kolanach. - Byłaś ze mną od castingu do samego końca. Co my teraz zrobimy ?
- Wracamy do Jasia, bo opiekunka policzy nam krocie za te dodatkowe godziny – Radecka wstała, uśmiechnęła się do ukochanego, po czym zapięła pod szyję bluzę z kapturem i wyciągnęła ku mężowi dłoń. - Jesteś gotowy, by zmierzyć się z rzeczywistością ?
- To jeszcze jeden pożegnalny pocałunek – Michał pocałował ją i trzymając się za ręce ruszyli do samochodu. - Teraz nowy rozdział naszego życia.
- A wszystko zaczęło się od pewnej, nieudanej sesji zdjęciowej – Nina na myśl o pierwszym spotkaniu z debiutującym wówczas aktorem aż nabrała rumieńców na twarzy. - Jeszcze wiele takich chwil przed nami, prawda?



2

środa, 3 maja 2017

29. Pożegnalny pocałunek - fragment


Leżał na szpitalnym łóżku, podpięty pod wszelką możliwą aparaturę medyczną, która monitorowała jego stan. Przy oknie, w asyście lekarza prowadzącego, stała niewysoka rudowłosa kobieta z wyraźnym, ciążowym brzuszkiem.



- Pani Izo, przykro mi – lekarz chwycił dłonie kobiety w swoje i spojrzał na nią z troską. - Nie możemy oczekiwać na poprawę, pan Marcin umiera i to jest kwestia godziny, może dwóch. Na konsylium podjęliśmy decyzje, że w razie zatrzymania akcji serca odstąpimy od reanimacji.
- Miśku, nie rób mi tego – Iza z trudem podeszła do łóżka męża i usiadła u jego boku. - Mamy tyle planów. Miśku ?



Kobieta z niepokojem obserwowała zapis na monitorze. Serce wyraźnie zwalniało, a ona mogła jedynie czekać. Marcin wyraził się jasno. Nic na siłę i tą decyzję podtrzymali lekarze. W końcu pojawiła się prosta, długa kreska. Lekarz sprawdził tętno, osłuchał serce i wyłączył monitor.
- Przykro mi – mężczyzna zniknął, zostawiając wdowę samą.



Iza opadła na podłogę, schowała twarz w dłoniach i zaczęła głośno szlochać. Jej mąż zmarł, a ona została sama na tym świecie. Chociaż nie… nie była sama. Miała w sobie jedyną pamiątkę po mężu.






3
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.